//////

Miesięczne archiwum: Luty 2017

Któregoś wieczoru Man zapraszają do robiącego wówczas furorę, nowego kabaretu Wół na Dachu- Niemal do ostatniej chwili Kiki próbuje się wymigać, tłumacząc się, że jest zbyt zimno, a ona me ma co na siebie włożyć, poza tym ludzie ją denerwują i w ogóle czuje się fatalnie. Po co właściwie ma się poka­zywać w tak eleganckim lokalu, oddalonym od bliskich jej miejsc? Czułaby się nieswojo i obco jak na wygnaniu. Zeby ją zachęcić, Man mówi jej, ze przyjdą tam też Tzara i Cocteau ze swoim towarzystwem, którzy skutecznie obronią ją przed „okropnościami” wielkiego świata.

 

Daje jej nawet pieniądze, by zrobiła się na bóstwo i Kiki sprawia sobie ko­lorową kreację. Man, który posługuje się wówczas w obrazach wyłącznie bielą, czernią i szarością, jest załamany jej upodobaniem do jaskrawych barw .Masz gust jak Murzynka – szepcze ironicznie. Ona nie zwraca jednak uwagi na jego uszczypliwość, wiedząc doskonale, ze uwielbia on „czarną rasę”. Poza tym na ulicy Boissy-d’Anglas pojawi się z pew­nością cały tłum rozmaitych ekscentryków, a ona i tak jest piękna, nawet jes jej strój przypomma kostium komediowej postaci. Czyz me może sobie pozwo­lić na bycie sobą?

Na ścianach kabaretu są porozwieszane fotografie Mana Raya, cykl portre­tów Cocteau i jego przyjaciół. W głębi sali, na prawo od ogromnego, mahonio­wego baru wisi przedziwny obraz. To niezwykłe dzieło, zatytułowane Kakody- lowe oko, było wystawiane na Salonie Jesiennym. Niektórzy uważają, że przy­pomina ścianę-pisuar pokrytą czarnymi graffiti. W istocie jest ono zbiorowym manifestem. Otóż Picabia, narysowawszy zu­pełnie realistyczne oko, poprosił wszystkich odwiedzających go przyjaciół i zna­jomych, by złożyli swoje podpisy na płótnie albo napisali na nim zupełnie przy­padkowe słowa, jakie przychodziły im akurat do głowy. Ta prowokacyjna „złota księga” jest mieszaniną talentu, snobizmu i swobody, to jakby drzewo genealo­giczne dziwacznej rodziny, którą łączą nie więzy krwi, ale idee i wrażenia.