//////

Miesięczne archiwum: Grudzień 2016

On zaś, ze swoją typową skłonnością do przekory, odparł, odwracając się do niej plecami: Trzeba się pieprzyć, nie kochać. Zraniona do głębi, Kiki biegnie do pobliskiej kawiarni, gdzie pije i śmieje się tego wieczoru więcej niż zwykle. W takich sytuacjach często myśli o wyjeździe na wieś do Babci. „Zobaczy, że będzie mu mnie brakować” – powtarza sobie. W którąś środę pakuje walizkę i jedzie do Chatillosur-Seine. Jednak juz następnego dnia, zaraz po obiedzie, biegnie do Cafe du Commerce po papier listowy. Swym szkolnym pismem pisze do ukochanego Mana relację z podroży, nie zwracając uwagi na błędy ortograficzne. Pisze o przyjeździe do Chatillon, zachodzie słońca, nadchodzącym deszczu i o swoim smutnym sercu, które me może pogodzić się z rozłąką. 

Pragnie znowu znaleźć się w jego ramionach, schronić się i pocieszyć w jego uścisku. Ale czuje także rodzącą się zazdrość, która sieje mepokój w jej sercu i pobudza wątpliwości. Dlaczego Man jest wo­bec niej tak obojętny? Czemu nie obdarza jej pieszczotami, pocałunkami, mi­łością? Czy to zawsze ona musi prosić, żebrać, niemal kazać mu, by jej pożą­dał? Nie ma wcale ochoty czynić go rogaczem, bo i tak pewnie byłoby mu wszystko jedno! To ani śmieszne, ani ciekawe. Czasami zaczyna wątpić w swoj wdzięk i możliwości wobec tej jego niesamowitej flegmy. A przeciez gdyby tylko zechciał… Jest pod jego całkowitym wpływem. Jeśli byłby choć trochę mniej ła­godny i zgodny, i przynajmniej nieco bardziej wymagający, a nawet brutalny, kiedy trzeba, gotowa by wówczas popełnić dla mego każde niemal szaleństwo.