//////

Miesięczne archiwum: Grudzień 2016

Pod­pisy i deklaracje są utrwalone na płótnie w sposób zupełnie nieuporządkowa­ny: „Rrose Selavy” – „Man Ray: reżyser kiepskich movies” – „Wieniec melan­cholii” Jeana Cocteau – „Nie mam nic do powiedzenia” podpisano Rigaut – „Moje serce bije” – „Czuję się bardzo Tristanem Tzarą” i tak dalej. Picabia jest przyjacielem Mana i Duchampa, ale niemal ostentacyjnie igno­ruje Kiki. Zaprosił Mana na wspólną, krótką wycieczkę autem na Południe. O niej nie wspomniał. Man nadal prowadzi śmiałe poszukiwania, wiodąc życie zdecydowanego domatora. Interesują go przede wszystkim dzieła, które mogą poruszyć widzów tu i teraz.

On zaś, ze swoją typową skłonnością do przekory, odparł, odwracając się do niej plecami: Trzeba się pieprzyć, nie kochać. Zraniona do głębi, Kiki biegnie do pobliskiej kawiarni, gdzie pije i śmieje się tego wieczoru więcej niż zwykle. W takich sytuacjach często myśli o wyjeździe na wieś do Babci. „Zobaczy, że będzie mu mnie brakować” – powtarza sobie. W którąś środę pakuje walizkę i jedzie do Chatillosur-Seine. Jednak juz następnego dnia, zaraz po obiedzie, biegnie do Cafe du Commerce po papier listowy. Swym szkolnym pismem pisze do ukochanego Mana relację z podroży, nie zwracając uwagi na błędy ortograficzne. Pisze o przyjeździe do Chatillon, zachodzie słońca, nadchodzącym deszczu i o swoim smutnym sercu, które me może pogodzić się z rozłąką. 

Pragnie znowu znaleźć się w jego ramionach, schronić się i pocieszyć w jego uścisku. Ale czuje także rodzącą się zazdrość, która sieje mepokój w jej sercu i pobudza wątpliwości. Dlaczego Man jest wo­bec niej tak obojętny? Czemu nie obdarza jej pieszczotami, pocałunkami, mi­łością? Czy to zawsze ona musi prosić, żebrać, niemal kazać mu, by jej pożą­dał? Nie ma wcale ochoty czynić go rogaczem, bo i tak pewnie byłoby mu wszystko jedno! To ani śmieszne, ani ciekawe. Czasami zaczyna wątpić w swoj wdzięk i możliwości wobec tej jego niesamowitej flegmy. A przeciez gdyby tylko zechciał… Jest pod jego całkowitym wpływem. Jeśli byłby choć trochę mniej ła­godny i zgodny, i przynajmniej nieco bardziej wymagający, a nawet brutalny, kiedy trzeba, gotowa by wówczas popełnić dla mego każde niemal szaleństwo.

Na razie, patrząc na to wszystko z pewnego dystansu, wydaje się jej, ze znala­zła wyjście. Nie tylko żąda od niego zrozumienia, ale też odgraża się, że nie od­da mu się częściej niż raz na tydzień. „Tak więc – kończy swój list – jeśli bę­dziesz chciał się ze mną kochać częściej, będziesz musiał mnie zgwałcić. Zresztą, nie powinieneś narzekać. Masz przecież jedną z najładniejszych ko­biet (z La Rotonde), niegłupią i zakochaną. Nie nudziarę, nie naciągaczkę, bez trypra (to taka mała przypadłość) i co… nie jesteś zadowolony? Szukasz cze­goś nieuchwytnego. Powinieneś uważać się za najszczęśliwszego z rotodendronów. Zapytaj tylko Tzarę. On chciałby mieć małą Kiki. Gdybym choć trochę była dla niego milsza, byłby szczęśliwy. Ale to przecież ty jesteś moim ukocha­nym, którego ubóstwiam.