//////

Miesięczne archiwum: Wrzesień 2016

Pod­pisy i deklaracje są utrwalone na płótnie w sposób zupełnie nieuporządkowa­ny: „Rrose Selavy” – „Man Ray: reżyser kiepskich movies” – „Wieniec melan­cholii” Jeana Cocteau – „Nie mam nic do powiedzenia” podpisano Rigaut – „Moje serce bije” – „Czuję się bardzo Tristanem Tzarą” i tak dalej. Picabia jest przyjacielem Mana i Duchampa, ale niemal ostentacyjnie igno­ruje Kiki. Zaprosił Mana na wspólną, krótką wycieczkę autem na Południe. O niej nie wspomniał. Man nadal prowadzi śmiałe poszukiwania, wiodąc życie zdecydowanego domatora. Interesują go przede wszystkim dzieła, które mogą poruszyć widzów tu i teraz.

On zaś, ze swoją typową skłonnością do przekory, odparł, odwracając się do niej plecami: Trzeba się pieprzyć, nie kochać. Zraniona do głębi, Kiki biegnie do pobliskiej kawiarni, gdzie pije i śmieje się tego wieczoru więcej niż zwykle. W takich sytuacjach często myśli o wyjeździe na wieś do Babci. „Zobaczy, że będzie mu mnie brakować” – powtarza sobie. W którąś środę pakuje walizkę i jedzie do Chatillosur-Seine. Jednak juz następnego dnia, zaraz po obiedzie, biegnie do Cafe du Commerce po papier listowy. Swym szkolnym pismem pisze do ukochanego Mana relację z podroży, nie zwracając uwagi na błędy ortograficzne. Pisze o przyjeździe do Chatillon, zachodzie słońca, nadchodzącym deszczu i o swoim smutnym sercu, które me może pogodzić się z rozłąką.