//////

Miesięczne archiwum: Lipiec 2016

Cała należę do ciebie. Tylko do ciebie należą moje usta, moje ciało, moje zakochane spojrzenia. Twoja i tylko twoja Kiki. Gryzę twoje usta aż do krwi i upajam się twoim obojętnym spojrzeniem, które bywa czasem złośliwe. Do poniedziałku mój najdroższy. Kiki cię kocha, Man”.Jakiś czas później jest już z powrotem w Paryżu. Przyjechała, bo Man na­gle się rozchorował.Wielokrotnie go uprzedzała, by miał się na baczności i nie zadawał się z jej koleżankami, które podsyłała mu jako modelki.Możesz złapać jakąś paskudną chorobę – mówiła mu.On z kolei, twierdząc, że nie tknął żadnej innej kobiety poza nią, uważa, że to ona jest przyczyną jego dolegliwości. Jak ma teraz wierzyć w jej wierność? Jest tak urażony w swej męskiej dumie, że grozi zerwaniem.

Przerażona możliwością utraty Mana i perspektywą samotności, Kiki uzy­skuje zaświadczenia podpisane przez dwóch różnych lekarzy.Widzisz, tu jest napisane czarno na białym! Jestem zupełnie zdrowa – mó­wi mu niezbyt pewnym tonem, pokazując oficjalny dowody swej niewinności.On jednak jest niewzruszony i nie chce z nią rozmawiać. Żeby jednak się upewnić, czy może wierzyć w jej zapewnienia, pyta o opinię zaprzyjaźnionego le­karza. Ten wyjaśnia mu, że przyczyny infekcji mogą być różne. Niestety, wkrótce okazuje się, że także Kiki jest chora. Obawiając się pogardy lub odtrącenia, przy­bita złością Mana, wraca na prowincję, by tam poddać się leczeniu. Pisze do nie­go, żeby go udobruchać. Ma nadzieję, że wkrótce przywołają do siebie.

Maluje nawet dla swego „ukochanego Mana” patetyczny obraz mający ukazać żałosny stan jej duszy od czasu rozłąki. „Tęsknię – zali się. – Jest mi zimno. Płaczę. Je­stem smutna. W tutejszych ogrodach me ma nawet choćby jednego kwiatka, a drzewa przy drodze są zupełnie ogołocone z liści. Ludzie są tu głupi, a ja sza­lona, za to ty jesteś SZCZĘŚLIWY. W nocy miałam gorączkę. Śniły mi się kosz­mary. Oddałabym wszystko, by móc spędzić noc w twoich ramionach…Jest mi smutno i ciągle muszę skrywać łzy, bo tutejsi ludzie nic nie rozu­mieją. Gdybym była bogata, wsiadłabym do pociągu choćby dzisiaj. Nie mogę tu dłużej zostać. Chyba się rozchoruję. Uwielbiam cię, Man. Kocham cię. Ale ty mi nie wierzysz. Nic już więcej nie powiem. Pozostaje mi tylko beznadzieja i łzy. Napisz do mnie szybko. Piszę do Tzary o wszystkich moich smutkach.Ubóstwiam cię i… obym cię ujrzała jak najszybciej, mój najdroższy .

Kiki odkłada ołówek, czyta swój list, pochylając lekko głowę. Czy to dość przekonujące? Zaczyna się zastanawiać: a może nie będzie wcale wzruszony jej samotnością i przygnębieniem? Wierzy jednak, że kaze jej wracać. Ożywia się więc nagle i, popijając łyk wina, zabiera się do pisania listu do „Drogiego, kochanego Tzary”. To jedyny oprócz Mana mężczyzna, o którym myśli. Jej zaletą, a może wa­dą, jest wierność. Może być z niej zadowolony. Cóż jednak mu napisze? Że pła­cze ze zmartwienia? „Akurat teraz – dodaje – nie maluję rzęs tuszem, mogę więc płakać bez chusteczki. Gdybym miała przynajmniej dwadzieścia pięć franków, wsiadłabym od razu do pociągu, bo tu ciągle pada, a drzewa są nagie.