//////

Miesięczne archiwum: Maj 2016

Z Chatillon-sur-Seine Kiki wysyła jeszcze jeden list do swego powiernika, a na­stępnie wesołą w tonie kartkę pocztową z 29 marca, na której uwiecznia „uśmiech Kiki”. Jest już mniej smutna, o czym świadczy choćby to, że zaczyna pisanie od słów piosenki ton taine ton ton, po czym kontynuuje ironicznie: „I tak wróciłam do mojego więzienia, a tu znowu pada. Co za pech! Pomyśleć tyl­ko, że nie zobaczyłam się wczoraj z tobą. Tak bardzo chciałam cię uściskać przed wyjazdem. Jesteś moim powiernikiem w miłości. Rozumiesz, że kocham mojego Mana, a jednak cierpię. Doskonale wiem, że to nieodwzajemnione uczucie i że w nim nie ma do mnie ani odrobiny miłości. Wczoraj był pijany i zaczął rozrabiać w kawiarni. 

Wystarczy choćby przypomnieć wieczór, kiedy urządzali oblewanie miesz­kania. Man zaprosił wówczas mnóstwo gości, zarówno z Montparnasse’u, jak i z reprezentacyjnych dzielnic stolicy. No widzisz, jak szybko zmniejsza się dystans między ludźmi z różnych środowisk – szeptał jej do ucha o trzeciej nad ranem.A więc i dystans w kontaktach męsko-damskich” – pomyślała wówczas Kiki.Zabawa była rzeczywiście wspaniała. Wszyscy byli trochę wstawieni. Co chwila wybuchały salwy śmiechu. Zakochane pary rozsiadły się wygodnie na ogromnych poduchach, poukładanych jedne na drugich jak weselne torty. Przyszli prawie wszyscy dadaiści, a Tzara, który znalazł jakieś wiadro, przyrzą­dził niesamowity koktajl składający się chyba z tuzina różnych trunków’. 

Rigaut, w nieskazitelnie białym ubraniu, jeszcze bardziej wystrojony niż zwykle, jak za­wsze chodził za wszystkimi niemal dziewczynami, za każdą po kolei. W pewnej chwili uczepił się nawet haka przy suficie, by zwrócić na siebie uwagę pań. Właśnie wtedy Kiki zauważyła, że Man niszczy radość tego wieczoru. Zaczął się bowiem zbytnio interesować dwiema gąskami, których nikt jej nawet nie przedstawił. Podeszła do niego i z wściekłością w oczach spoliczkowała go przy wszystkich, a dziewczyny obrzuciła stekiem wyzwisk ze swego bogatego reper­tuaru, którego mogłaby jej pozazdrościć niejedna jarmarczna przekupka. Man próbował ją nawet złapać za rękę, ale wymknęła się mu, po czym pobiegła na górę, do przerobionej z loggii sypialni.

Kiki natomiast, wyglądająca jak róża w bu­kiecie zaproszonych gości, patrzy prosto w obiektyw i uśmiecha się do swego nieobecnego boga – publiczności. Jakże ona się zmieniła od balu Huygensa w 1920 roku, gdzie pojawiła się chuda, z zapadniętymi policzkami, przebrana za mężczyznę we fraku i kami­zelce. Teraz obok Youki stała się królową Montparnasse’u, królową wprawdzie ubogą, ale piękną, tryskającą zdrowiem i energią. Therese nie jest przyzwyczajona do takiej swobody. Gdyby jej rodzina do­wiedziała się, że bywa w kawiarniach i chodzi razem z Kiki na nocne zabawy, skończyłoby się to dla mej fatalnie. Bardzo boi się swego bezwzględnego ojca, który nie szczędził jej razów, gdy była dzieckiem.