//////

Miesięczne archiwum: Kwiecień 2016

  • Piszczą jak nimfy ścigane przez batalion wyposzczonych żołnierzy! – szepnęła Therese do Kiki. Na pierwszym piętrze pięć czy sześć dziewcząt pozwalało się gwałcić, a Therese, która z ciekawości poszła zobaczyć, co się tam dzieje, o mało co również nie padła ofiarą męskiej chuci.W drodze powrotnej zatrzymały się, żeby umyć nogi w fontannie, po czym doczłapały jakoś do Le Dóme, gdzie w kłębach papierosowego dymu, zmęczone, ale rozluźnione, zaczęły opowiadać znajomym o swych nocnych przeżyciach.Pewnego dnia Therese zwierza sie Kiki, że Robert Desnos jest wobec niej zbyt natrętny i łatwiej opędziłaby się od tabunu wojska niż od niego:Jak nie przestanie zachowywać się w ten sposób, to nie wiem, co zrobię.

W każdym razie na Montparnassie Desnos uchodzi za kochanka Therese, choć według niektórych jest półimpotentem. Ten młody poeta jest ciekawą osobowością. Pasjonuje się poezją „wyzwolo­nych słów”, oddaje się eksperymentom ze snem hipnotycznym razem z Breto­nem, Aragonem, Eluardem, Crevelem, Soupaultem i przyjaciółmi z redakcji „Litterature”. W kawiarni, w pełnym świetle zamyka oczy i, mimo zgiełku, mó­wi jakby przez sen. Wystarczy pobudzić uśpionego poetę, aby od razu w jego głosie fanatyka i kaznodziei, w tonie magii, przepowiedni i buntu zaczęła roz­brzmiewać nuta proroctwa. W ten właśnie sposób w 1922 roku Desnos wymy­śla sto pięćdziesiąt gier słownych.

Cyklowi temu nadaje tytuł Rrose Selavy, po­nieważ uważa owoc swojej twórczości za enigmatyczne odbicie Marcela Du­champa, który ponoć za pomocą telepatii podyktował mu wszystko zza Atlan­tyku. Niektóre z jego aforyzmów są bardzo trafnymi spostrzeżeniami, jak choć­by to, że „Kłamcy i frazesowicze tracą grunt pod nogami, kiedy patrzy na nich Man Ray…”.Któregoś dnia Desnos, ujrzawszy Therese po drugiej stronie bulwaru, za­czął krzyczeć, przykładając ręce do ust jak megafon:-Therese…! Trese.J Treztreize! -iodtąd wszyscy zaczęli nazywać ją Tre­ize, czyli „trzynastka”.Wszędzie was szukani! Gdzie byłyście? – pytał zadyszany.