//////

Miesięczne archiwum: Wrzesień 2015

15 grudnia 1923 roku odbywa się pogrzeb autora Opętania. Uroczystość zostaje zorganizowana przez Coco Chanel. Wszystko jest śnieżnobiałe jak w ja­pońskiej żałobie: sukno, trumna, kwiaty. Brancusi, Picasso, Miss Hamlet i wie­lu innych przyjaciół zmarłego kroczy w deszczu za trumną na cmentarz Pere- -Lachaise. Kilku zawodowych prześmiewców dowcipkuje sobie, nie zważając na cier­pienie nieszczęśliwego Cocteau:A oto i sam wdowiec na dachu… – szepczą szyderczo.Załamany śmiercią kochanka, Cocteau omija odtąd Jockeya, nie chcąc przywoływać wspomnień. Szuka zapomnienia w pracy i w opium. W Jockeyu można spotkać wielu amerykańskich marynarzy.Ależ z nich dzieciaki – mówi o nich czule Kiki.

Pomysł otwarcia Jockeya narodził się w środowisku amerykańskich arty­stów osiadłych w Paryżu. Otóż Copeland i Miller, dawny jockey nadal zakocha­ny w koniach i jeźdźcach, zorientowali się, że mieszkający wśród Francuzów Amerykanie, zwłaszcza ci z Montparnasse’u, marzą o tym, by mieć swój wła­sny klub. Hilaire Hiler, amerykański pianista, postanowił więc otworzyć (w miejscu dawriego Cameleon) lokal, który wkrótce stał się słynny. Od razu pozyskał klientelę, obniżono marżę i sprowadzono do Jockeya dwie żywe mał­py, które umieszczono na fortepianie. Jednakże głównym magnesem przycią­gającym gości stała się Kiki. Hilaire, jako artysta malarz i były scenograf z Broadwayu, sam zajął się wy­strojem wnętrza. Sufit i ściany zostały przyozdobione rysunkami, akwarelami

Oko przyciągały też kolorowe rzeźby oraz stylizowane postacie Indian i kowbojów wycięte z drewnianych płyt, pomalowane na czar­no i biało, pełniące funkcję „straży”.Hilaire, wielka i skomplikowana osobowość, nosi długie włosy i wąsy, które pozwalają mu lepiej ukrywać emocje i nieforemność twarzy. Ma haczykowaty nos, szerokie usta, jakby od niemowlęcia był karmiony dużą łyżką, odstające uszy oraz ręce i stopy olbrzyma. Jest pogodny, wysoki jak tyka, ubrany zawsze w gruby garnitur z czarnego weluru. Do tego ciągle robi zdumioną minę. Pije od rana do wieczora, bo jak sam mówi, chce zapomnieć, że jego matka wyda­ła na świat taką kreaturę.