//////

Miesięczne archiwum: Czerwiec 2015

Przed nim otworzyła się ciemna czeluść. Stracił nagle grunt pod nogami i zjechał po lepkich schodach na samo dno tej mrocznej i cuchnącej przepaści, oświetlonej zaledwie nikłym płomieniem świeczki. .Man wrócił pośpiesznie na górę, ale Kiki już nie było. Siedząca przy wyjściu kasjerka, o wyglądzie wychowawczyni z internatu dla grzecznych panienek, wskazała mu obojętnym gestem, ze Kiki już wyszła. Znalazł ją na chodniku przed kabaretem, gdzie przed tłumem gapiów dawała wyraz oburzeniu tym, co ją spotkało. Tymczasem kowboj odpoczywał w półleżącej pozie na pobliskiej ławce. Głowę miał całą zakrwawioną od ciosów, jakie Kiki zadała mu aparatem fotograficznym podarowanym jej kiedyś przez Mana.

  • Nie miałam najmniejszego zamiaru go fotografować! – powiedziała.Ma wariat to, na co zasłużył! – skwitował oschle Man.Man me potrafi być może tego po sobie pokazać, ale nadal jest w mej za­kochany Gdy nie znajduje jej w Jockeyu, zaczyna poszukiwania po całym Montparnassie, zazdrosny i niespokojny.Gdzie jest Kiki? Czy ktoś widział Kiki?Okazuje się, że niektórzy widzieli, jak chowała się przed nim pod stolikiem w Jockeyu, po czym czmychnęła niepostrzeżenie razem z Therese tylnymi drzwiami.Gdzie zatem chodzi i przed kim tak naprawdę ucieka? Może przed szefem kokainowego gangu? Chyba tylko on jeden może ją terroryzować. Ten czarno­skóry muzyk z jazz-bandu, wykorzystujący swoją posadę jako alibi, handluje narkotykami pochodzącymi ze wszystkich niemal kontynentów.

Robi to prawie jawnie na zapleczu lokalu. Wszyscy go tu znają. Gdy tylko zaczyna swe „urzę­dowanie”, narkomani podchodzą do baru i wręczają barmanowi, pod pozorem uścisku dłoni, starannie złożoną karteczkę i dwa banknoty – to ich „recepta”. Król kokainy, ubrany jak spod igły: w smokingu, krwistoczerwonym krawacie, ma zawsze w kieszeniach kamizelki browninga i brzytwę. Ale nie tylko z jego powodu Kiki i Therese umykają chyłkiem z Jockeya. Uciekają też przed Liii, swą przyjaciółką o czarnych, ściętych na Egipcjankę włosach. Nazywają ją „Kopciuszkiem”, bo chodzi spać z kurami już o dziesią­tej wieczorem, nie patrząc nawet na zegarek, ot tak machinalnie.