//////

Miesięczne archiwum: Maj 2015

Zdarza się, że kiedy jest lekko wstawiona, potrafi umówić się tego samego wieczoru z kilkunastoma mężczyznami, z każdym z osobna. Następnego dnia jej adoratorzy na próżno czekają na nią w tej samej kawiarni, nieświadomi, iż wystawiła ich wszystkich do wiatru. I tak zupełnie nagle, niemal niepostrzeżenie dla niej samej, staje się gwiaz­dą, rywalizując z Barbette, ekstrawaganckim, amerykańskim transwestytą, prawdziwym dziwakiem. Jego występ jako linoskoczka i akrobaty przyciąga i bulwersuje cały Paryż. Umalowany wedle kabaretowej maniery, ubrany w biustonosz i błyszczące maj­teczki, przeistacza się w rewiową tancerkę w cyrku Barnum. 1 pomyśleć tylko, że prywatnie na ulicy jest zupełnie normalnym mężczyzną, któremu niejedna panna na wydaniu oddałaby rękę z zamkniętymi oczami.

 Jest niesamowity w numerze na trapezie, gdy staje na palcach jak szczurek na tylnych łapkach albo gdy wykonuje szpagat na linie. Jego drobne, delikatne gesty i wyprostowa­ne palce są niemal w każdym calu kobiece. Jest jakby mityczną Ewą przyszło­ści. Przez dziesięć minut, bo tyle trwa jego występ, ten „niezwykły diablik” jest aniołem, ptakiem, postacią z baśni. Barbette pozostanie jednak na zawsze mężczyzną, związanym ze swoim drugim ,ja” poprzez charakteryzację. Kiedy się kłania widzom, jest ciągle jeszcze „nią”. W pewnym momencie zdejmuje perukę, a zdumiona publiczność nie może uwierzyć własnym oczom, że tak mu się udało ją zwieść. Oto bowiem na oczach widzów objawia się transwesty- cyzm, który wówczas był jeszcze tematem tabu.

Kilka godzin po występie Barbette, Kiki, trzymając rękę na ramieniu sie­dzącego przy fortepianie Hilera, pozdrawia swoją publiczność, złożoną z arty­stów, dadaistów i cudzoziemców. Jej spektakl jednak nigdy się nie kończy. Nie tylko występ, ale całe jej życie, jej obsceniczne słownictwo, a także ciało, drżą­ce jak struna wiolonczeli na przejawy pożądania, są wyzwaniem rzuconym wszelkim zakazom. Pod jej makijażem nie kryje się bynajmniej twarz kokoty,ale prostej dziewczyny z prowincji. Szminka i tusz podkreślają jedynie zdrową, naturalną świeżość jej urody. Kiedy szykuje się do wyjścia, skrapia się perfuma­mi Heure bleue od Guerlaine’a, po czym maluje usta dwoma pociągnięciami szminki Eternelle blessure, której nazwa mogłaby być wymyślona równie do­brze przez Freuda, jak i Holderlina.

I oto Kiki, księżniczka modelek i kabareto­wa szansonistka, może już iść na kolejna zabawę.Jeszcze trochę dżinu? — pyta ją chiński barman. — Zaprasza cię siedzący tam grubas.Ona nie odwraca się nawet. Trzyma rękę na udzie, gładzi czerwoną, je­dwabną pończochę. Chętnie skorzysta z zaproszenia, ale najpierw strzeli sobie szklaneczkę czerwonego wina. Te ciągłe rozmowy wywołują pragnienie, a poza tym potrzebuje lekkiego rauszu, by dokończyć występ.Siada na rogu stolika, pozwalając wszystkim podziwiać swoje nogi, i zaczy­na śpiewać bardziej niż zwykle szyderczym tonem, zadzierając lekko głowę: Tous les gars de chez nous lis puent la charogne Mais mon petit Jesus U sent l’eau de Cologne Gnac! Gnacl Gnac..