//////

Miesięczne archiwum: Maj 2015

Podekscytowana publiczność nagradzają brawami. Man Ray, prowokacyj­ny dadaista, który zachował resztki amerykańskiego purytanizmu, jest wyraź­nie zażenowany niektórymi słowami piosenki. Przecież Prevert i Desnos napi­sali dla niej bardzo piękne utwory, ale ona, zbyt skromna, żeby je przyjąć, od­powiedziała im – „To za mądre i za poważne dla mnie!”. Zresztą wcale się nie kryje, że nie ma wielkich ambicji. Śpiewa równie naturalnie i swobodnie, jak oddycha czy się śmieje, a dla niej oddychanie i śmiech to właśnie życie. Publiczność Jockeya nie wie, że Kiki i inne dziewczyny nie otrzymują za występy żadnego wynagrodzenia. Dlatego Therese chodzi między stolikami i zbiera pieniądze, trzymając w ręku melonik pożyczony od jednego z gości. 

W ten sposób Kiki zarabia na życie. Zdarza się, że sama robi zbiórkę jak nie­gdyś w Chatillon. Jest wtedy bardzo bezpośrednia. Nie wyjmując papierosa z ust pomalowanych krwistoczerwoną pomadką, podchodzi do każdego stolika i nadstawia kaszkiet. Gdy wypatrzy kogoś wyglądającego na zamożnego, wola tak, by wszyscy słyszeli: Hej, ty! Bogaty, amerykański milordzie! Co, nie stać cię na więcej?! Sło­wo daję, on trzyma forsę w skarpecie! Niektórzy wyjmują grube banknoty specjalnie dla niej. Jej najbiedniejsi wielbiciele, a nawet hulaki, których wcześniej zbeształa za przejawy zbytniej poufałości, też płacą jej swój „mały podatek”. Po obejściu całej sali i podlicze­niu „utargu”, rozdaje nadwyżkę tym wszystkim, którym nie wiedzie się tak do­brze jak jej.

W niektóre wieczory Kiki daje pokaz zaimprowizowanych, groteskowych min. Naśladuje zwierzęta i niektórych klientów, na przykład udaje kurę, cho­dząc między stolikami, albo wpiąwszy sobie kwiat we włosy, tańczy kankana i podnosi nogę wyżej, niż wypada. Kiedy ma już trochę „w czubie , nachodzi ją ochota, by wyglądać jak mucha chodząca po suficie – z nogami do góry i głową w dół. Spódnica spada jej wówczas na głowę jak abażur. Ten wyczyn bywa dla niej trochę kosztowny. Zwykle łamie wtedy obcasy, a do tego musi płacić dwa­dzieścia franków szefowi sali i okazywać więcej względów typom z obyczajówki za przymknięcie oczu i niekaranie jej mandatem za to, że udając muchę, nie ma na sobie majtek…

Archiwa