//////

Miesięczne archiwum: Luty 2015

  • Nie miałam najmniejszego zamiaru go fotografować! – powiedziała.Ma wariat to, na co zasłużył! – skwitował oschle Man.Man me potrafi być może tego po sobie pokazać, ale nadal jest w mej za­kochany Gdy nie znajduje jej w Jockeyu, zaczyna poszukiwania po całym Montparnassie, zazdrosny i niespokojny.Gdzie jest Kiki? Czy ktoś widział Kiki?Okazuje się, że niektórzy widzieli, jak chowała się przed nim pod stolikiem w Jockeyu, po czym czmychnęła niepostrzeżenie razem z Therese tylnymi drzwiami.Gdzie zatem chodzi i przed kim tak naprawdę ucieka? Może przed szefem kokainowego gangu? Chyba tylko on jeden może ją terroryzować. Ten czarno­skóry muzyk z jazz-bandu, wykorzystujący swoją posadę jako alibi, handluje narkotykami pochodzącymi ze wszystkich niemal kontynentów.

Robi to prawie jawnie na zapleczu lokalu. Wszyscy go tu znają. Gdy tylko zaczyna swe „urzę­dowanie”, narkomani podchodzą do baru i wręczają barmanowi, pod pozorem uścisku dłoni, starannie złożoną karteczkę i dwa banknoty – to ich „recepta”. Król kokainy, ubrany jak spod igły: w smokingu, krwistoczerwonym krawacie, ma zawsze w kieszeniach kamizelki browninga i brzytwę. Ale nie tylko z jego powodu Kiki i Therese umykają chyłkiem z Jockeya. Uciekają też przed Liii, swą przyjaciółką o czarnych, ściętych na Egipcjankę włosach. Nazywają ją „Kopciuszkiem”, bo chodzi spać z kurami już o dziesią­tej wieczorem, nie patrząc nawet na zegarek, ot tak machinalnie.

Jest to wprawdzie tylko atrapa, której używał do dadaistycznych fotografii, nikt jednak poza nim o tym nie wie. Odtąd stara się za wszelką cenę zachowywać zimną krew i nie dać się sprowokować. To jego zaleta. Tymczasem przy rozdrożu Va- vin wszyscy już zdążyli zauważyć limuzynę Hispano-Suiza, która co wieczór oczekuje na Kiki przed Jockeyem. Auto należy do ministra pełnomocnego Mek­syku, człowieka ogromnie zamożnego, zakochanego po uszy w Kiki, po którą przysyła szofera, by wyczekiwał na nią przed kabaretem. Ona zaś, chcąc uprze­dzić ewentualne plotki, postanawia zwierzyć się Manowi. Robi przy tym nie­winną, acz niezbyt speszoną minę.

  • Wyobrażasz sobie?! On całymi godzinami wyczekuje na mnie, by w koń­cu zawieść mnie do Clandge’a. Co wieczór jego pan każe przyozdabiać kwiata­mi któryś z hotelowych apartamentów i zamawia najwykwintniejsze dama na kolację. Ja z kolei za każdym razem wysyłam koleżankę, która ma mniej skru­pułów ode mnie. W każdym razie Alfonso Reyes jest tak czarującym męzczyzną, ze poko­chałaby go pewnie, gdyby me wielka przepaść, jaka ich dzieli – pieniądze. To z ich powodu Kiki czuje się skrępowana. Nie pociąga jej wcale mysi, ze mog a- by sobie pozwolić na futro z norek i auto marki „Ballot”, takie samo, jakie Fo- ujita kupił właśnie dla Youla na jej dwudzieste pierwsze urodziny. Nie. Praw­dziwa miłość nie ma ceny, a ona nigdy nie opuści swego Mana.