//////

Miesięczne archiwum: Styczeń 2015

  • Wyobrażasz sobie?! On całymi godzinami wyczekuje na mnie, by w koń­cu zawieść mnie do Clandge’a. Co wieczór jego pan każe przyozdabiać kwiata­mi któryś z hotelowych apartamentów i zamawia najwykwintniejsze dama na kolację. Ja z kolei za każdym razem wysyłam koleżankę, która ma mniej skru­pułów ode mnie. W każdym razie Alfonso Reyes jest tak czarującym męzczyzną, ze poko­chałaby go pewnie, gdyby me wielka przepaść, jaka ich dzieli – pieniądze. To z ich powodu Kiki czuje się skrępowana. Nie pociąga jej wcale mysi, ze mog a- by sobie pozwolić na futro z norek i auto marki „Ballot”, takie samo, jakie Fo- ujita kupił właśnie dla Youla na jej dwudzieste pierwsze urodziny. Nie. Praw­dziwa miłość nie ma ceny, a ona nigdy nie opuści swego Mana.

Oczywiście nie przyznaje się mu, że regularnie co dwa tygodnie jada kola­cję ze swym zalotnikiem w znanej restauracji LEscargot na ulicy Montorgueil. Nad główną salą znajduje się antresola, gdzie można urządzić zaciszną kolacyj­kę bez ryzyka, że zostanie się zauważonym przez kogoś ze znajomych. Dla pew­ności jednak Kiki zawsze zabiera ze sobą którąś z koleżanek w charakterze przyzwoitki. Najczęściej ta rola przypada Treize. Kiedy Man dopytuje się, co ro­biła wieczorem, odpowiada mu, że szła pieszo aż od samego nabrzeza Sekwa­ny, dlatego wróciła tak późno. Jest jak kot, który chodź! własnymi drogami i od­czuwa nieodpartą chęć ucieczki. Często ma ochotę być na kolacji z dala od Montparnasse u. 

Nagle Hiler przestaje grać na fortepianie. Zmienia go duet gitarzystów. Akompaniuje im tłusty babsz- tyl, spoglądający na nich surowym okiem, jakby czuwając, żeby nie fałszowali. Man nie zwraca jednak uwagi na muzykę ani na szmer rozmów mieszają­cy się z papierosowym dymem nad głowami gości. Marzy z otwartymi oczami. Wyobraża sobie czerwone usta Kiki wędrujące jak księżyc po granatowo-niebie- skim niebie, pokrytym białymi, zimowymi chmurami. Unoszą się nad szarym krajobrazem jak zawieszone w próżni. Gdyby mógł chociaż namalować jej war­gi, ruchliwe niby dwie czerwone jaszczurki, które bez przerwy zbliżają się do siebie bądź oddalają. Ale przecież mógłby je sfotografować.

Kiki uśmiecha się do niego. Zadaje mu jakieś pytanie, którego on nawet nie słyszy. Kiki przestaje się uśmiechać: Czy ty słuchasz, co do ciebie mówię? – pyta trochę poirytowana. – Obudź się i chodź tańczyć!Yes – odpowiada i idzie za nią na parkiet.Tańczący są tak stłoczeni, że nawet gdyby w tej ciżbie pląsała naga dziew­czyna, to pewnie nikt by się nie zorientował. W potwornym ścisku wszyscy za­haczają się wzajemnie nogami. Nikt się jeszcze nie przewrócił, ale tylko dlate­go, że nie ma tu po prostu miejsca, żeby upaść. Kiki tuli się do Mana. Jest radosna.