//////

Miesięczne archiwum: Styczeń 2015

Oczywiście nie przyznaje się mu, że regularnie co dwa tygodnie jada kola­cję ze swym zalotnikiem w znanej restauracji LEscargot na ulicy Montorgueil. Nad główną salą znajduje się antresola, gdzie można urządzić zaciszną kolacyj­kę bez ryzyka, że zostanie się zauważonym przez kogoś ze znajomych. Dla pew­ności jednak Kiki zawsze zabiera ze sobą którąś z koleżanek w charakterze przyzwoitki. Najczęściej ta rola przypada Treize. Kiedy Man dopytuje się, co ro­biła wieczorem, odpowiada mu, że szła pieszo aż od samego nabrzeza Sekwa­ny, dlatego wróciła tak późno. Jest jak kot, który chodź! własnymi drogami i od­czuwa nieodpartą chęć ucieczki. Często ma ochotę być na kolacji z dala od Montparnasse u. 

Nagle Hiler przestaje grać na fortepianie. Zmienia go duet gitarzystów. Akompaniuje im tłusty babsz- tyl, spoglądający na nich surowym okiem, jakby czuwając, żeby nie fałszowali. Man nie zwraca jednak uwagi na muzykę ani na szmer rozmów mieszają­cy się z papierosowym dymem nad głowami gości. Marzy z otwartymi oczami. Wyobraża sobie czerwone usta Kiki wędrujące jak księżyc po granatowo-niebie- skim niebie, pokrytym białymi, zimowymi chmurami. Unoszą się nad szarym krajobrazem jak zawieszone w próżni. Gdyby mógł chociaż namalować jej war­gi, ruchliwe niby dwie czerwone jaszczurki, które bez przerwy zbliżają się do siebie bądź oddalają. Ale przecież mógłby je sfotografować.