//////

Miesięczne archiwum: Lipiec 2014

Następnie dla podkreślenia tej nowej estetyki przeobrażającej konwencjonalny temat, pokrył błękitną poświatą czerwone usta Kiki i jej iskrzące się, wydłużone ku skroniom oczy. Czy to jako Skrzypce Ingres’a czy też nie, Kiki wraca coraz później do ho­telu. „Uważaj złociutka” – powtarza sama do siebie. „Jeszcze trochę i będziesz taka sama jak Fernande Barrey”.No właśnie! A oto i madame Fernande! – mówi Kiki, widząc ją, jak puszy się otoczona czteroma albo pięcioma młodymi Amerykanami.Madame Fernande to kuriozalne połączenie „burdelmamy” i damy w wie­ku balzakowskim. Nadskakująca wszystkim i kokieteryjna, nie przejmuje się wcale tym, jak ją traktują. Zdarza się, że po północy pyta o godzinę. Kiki odpo­wiada dla hecy – Już po czwartej!”.

Wtedy ona wypada jak strzała i pędzi do swego amanta, Koyanagui, który oczekuje jej w domu cały w nerwach. „Na­reszcie zjawiłaś się, ty wywłoko! Kabaretu ci się zachciało!” – witają w progu ciska w’ nią butem. Tymczasem Fernande stoi jedną nogą w pokoju, a drugą na korytarzu, gotowa do ucieczki, gdyby chciał ją bić. „Mam okropne przeczu­cie, że on mnie kiedyś udusi…” – wyznaje często koleżankom.Ja przynajmniej nie muszę się tego obawiać ze strony Mana – myśli Kiki. Zresztą w dniu, kiedy oznajmiła mu, że wraca do Ameryki, bardziej drżała z po­wodu jego spokoju niż Fernande w chwilach gniewu swego porywczego Japoń­czyka. Czy kiedykolwiek uda się jej przełamać apatię Mana?Często w głębi jej duszy pojawia się pragnienie przeżycia szalonej miłości. Chciałaby wtedy znaleźć się w ramionach choćby tramwajarza o mocnych, brutalnych rękach…