//////

Miesięczne archiwum: Kwiecień 2014

Desnos, który jej towarzyszy, robi skwaszoną minę. Wykrzywiając usta jak dziecko mające się zaraz rozpłakać, okiem zazdrosnego kochanka spogląda z ukosa na Iwana, tego rosyjskiego Don Juana podrywającego kobiety na ulicy. Tymczasem Treize z radością przyjmuje propozycję Kiki. Czy ty sobie kpisz ze mnie! – protestuje załamany Desnos. – Zostawiasz mnie na ulicy jak psa…Ona jest już jednak razem z Kiki na tylnym siedzeniu bugattiego. Mozżu- chin poprawia skórzaną opaskę na głowie, zapala silnik i gwałtownie rusza. Stojący obok policjanci robią miny wskazujące na ich bezsilność wobec tego naruszenia przepisów drogowych i spoglądają za znikającym samochodem, który wygląda jak półżywe monstrum o trzech głowach. Tymczasem bugatti Iwana mknie z warkotem przez most w kierunku Passy.

  • Jestem już nieżywa ze strachu! – oznajmia Kiki, bielsza od ryżowego pu­dru, którym zwykle pokrywa twarz. – Teraz będziesz musiał mnie wskrzesić…dodaje, poprawiając rozwichrzone włosy.W garsonierze Iwana kochankowie zamykają się w sypialni, podczas gdy Therese przegląda czasopisma, głucha na wszystko i czujna jak prawdziwa „burdelmama”. Później zażywa kąpieli, w ten sposób rekompensując sobie nie­obecność Kiki i jej kochanka. Po jakimś czasie robi sobie kolejną kąpiel… W końcu rozlega się pukanie do drzwi łazienki, które Treize zamknęła na klucz. To Mozżuchin, który woła recytatywnym tonem, wskazującym na znie­cierpliwienie:Proszę otworzyć, panienko! Bardzo proszę otworzyć! Teraz my chcieliby­śmy się umyć, panienko Treize!

O świcie Kiki i Therese wracają piechotą. Mają wyraźnie skwaszone miny i wyglądają jak dwa kopciuszki, ubrane w zbyt jaskrawe jak na tę porę suknie, kupione na pchlim targu i ozdobione zabawnymi, orientalnymi dodatkami. Sprawiają wrażenie, jakby ich karoca zamieniła się nagle w wóz do wywozu śmieci, bugatti w’ starą szkapę, a woźnica w śmieciarza. Tymczasem w Istrii na Kiki czeka Man… Każmy się odwieźć do Jockeya! – mówi Kiki, omijając wielką, roztapiają­cą się bryłę lodu, którą dostawca rzucił do rynsztoka przed oświetlonym o tej porze bistrem. – Będziemy mogły potem powiedzieć Manowi, że wracamy w tych strojach z kabaretu. On i tak zaczyna już wychodzić z siebie po moim ostatnim numerze.