Kilka dni wcześniej Man podarował jej dwie bardzo drogie suknie od Ma­dame Lamin. Każda inna kobieta potraktowałaby takie prezenty jak relikwie elegancji. Ona jednak spojrzała na te przykłady doskonałego szyku tak, jakby miała nożyce w oczach. Kiedy tylko Man wyszedł, rozłożyła owe arcydzieła sztuki krawieckiej na łóżku i… rozcięła każdą suknię na pół. Zadowolona z sie­bie, zaczęła komponować wedle własnego gustu nowy strój, wykorzystując to, co pozostało z niedawnych kreacji. I tak górna część jednej sukni z fioletową kokardą, stała się dodatkiem do lekko bufiastej spódnicy. Połączyła ją z ozdo­bioną falbanami górą drugiej kreacji z białej organdyny. To był prawdziwy triumf fantazji przy wykorzystaniu istniejących form. Następnego ranka Man odkrył jej sabotaż.

O świcie Kiki i Therese wracają piechotą. Mają wyraźnie skwaszone miny i wyglądają jak dwa kopciuszki, ubrane w zbyt jaskrawe jak na tę porę suknie, kupione na pchlim targu i ozdobione zabawnymi, orientalnymi dodatkami. Sprawiają wrażenie, jakby ich karoca zamieniła się nagle w wóz do wywozu śmieci, bugatti w’ starą szkapę, a woźnica w śmieciarza. Tymczasem w Istrii na Kiki czeka Man… Każmy się odwieźć do Jockeya! – mówi Kiki, omijając wielką, roztapiają­cą się bryłę lodu, którą dostawca rzucił do rynsztoka przed oświetlonym o tej porze bistrem. – Będziemy mogły potem powiedzieć Manowi, że wracamy w tych strojach z kabaretu. On i tak zaczyna już wychodzić z siebie po moim ostatnim numerze.

  • Jestem już nieżywa ze strachu! – oznajmia Kiki, bielsza od ryżowego pu­dru, którym zwykle pokrywa twarz. – Teraz będziesz musiał mnie wskrzesić…dodaje, poprawiając rozwichrzone włosy.W garsonierze Iwana kochankowie zamykają się w sypialni, podczas gdy Therese przegląda czasopisma, głucha na wszystko i czujna jak prawdziwa „burdelmama”. Później zażywa kąpieli, w ten sposób rekompensując sobie nie­obecność Kiki i jej kochanka. Po jakimś czasie robi sobie kolejną kąpiel… W końcu rozlega się pukanie do drzwi łazienki, które Treize zamknęła na klucz. To Mozżuchin, który woła recytatywnym tonem, wskazującym na znie­cierpliwienie:Proszę otworzyć, panienko! Bardzo proszę otworzyć! Teraz my chcieliby­śmy się umyć, panienko Treize!

Desnos, który jej towarzyszy, robi skwaszoną minę. Wykrzywiając usta jak dziecko mające się zaraz rozpłakać, okiem zazdrosnego kochanka spogląda z ukosa na Iwana, tego rosyjskiego Don Juana podrywającego kobiety na ulicy. Tymczasem Treize z radością przyjmuje propozycję Kiki. Czy ty sobie kpisz ze mnie! – protestuje załamany Desnos. – Zostawiasz mnie na ulicy jak psa…Ona jest już jednak razem z Kiki na tylnym siedzeniu bugattiego. Mozżu- chin poprawia skórzaną opaskę na głowie, zapala silnik i gwałtownie rusza. Stojący obok policjanci robią miny wskazujące na ich bezsilność wobec tego naruszenia przepisów drogowych i spoglądają za znikającym samochodem, który wygląda jak półżywe monstrum o trzech głowach. Tymczasem bugatti Iwana mknie z warkotem przez most w kierunku Passy.

Właśnie w tym czasie jeszcze większą sławę zyskuje Fano Masson, rzeźbiarka przebierająca się za mężczyznę. Z kolei Kisling pojawia się na balu ma­skowym w Maison Watteau jako marsylska ladacznica z czerwonymi włosami. Kiki zaś krąży nocami umalowana i ubrana w sposób, który czyni z niej żywy plakat zuchwalstwa i niezwykłości. Wymyka się często niepostrzeżenie ze swym amantem „numer dwa”, Iwa­nem Mozżuchinem, przystojnym rosyjskim aktorem. Nazywają go Kean na pa­miątkę wyświetlanego w tym czasie filmu. Przyjeżdża po nią do Jockeya swoim małym, szybkim autem. Chodź z nami, jeśli masz ochotę! – woła Kiki do Treize, wysiadającej aku­rat z nocnej taksówki.

Nagle kochanki zni­kają, niczym chusteczki w kapeluszu magika, wsiadając do taksówki, która od­jeżdża w ślad za kołyszącym się tramwajem w stronę ulicy des Pyramides. Nocą wzdłuż alei przy Lasku Bulońskim stoją rzędy zaparkowanych aut. Nadzwyczaj obojętni szoferzy rzucają ukradkowe spojrzenia na wtulone w tyl­ne siedzenia, ekscentryczne pary zakochanych wyprawiające różne szaleń­stwa. Dyskrecja jest jednak zapewniona. W całym Paryżu ludzie telefonują do siebie i zapraszają się na towarzyskie spotkania lub odwołują wizyty. Nigdy do­tąd taki tłum nocnych Marków nie oddawał się z tak ogromnym zapałem słod­kiemu nieróbstwu. Spędzanie wolnego czasu staje się rodzajem giełdowej spe­kulacji, wszystko jest dozwolone: gry hazardowe, poker, wszelkie hece.